Większość firm kupuje doradztwo IT wtedy, gdy projekt już leży. Albo kiedy prezes dostał raport z audytu i nie rozumie połowy słów. Albo – co najgorsze – gdy ktoś w zarządzie wreszcie zauważył, że od trzech lat płacą za system, którego nikt nie używa.
Strategiczne doradztwo IT miało być czymś innym.
Miało wchodzić wcześniej – zanim ktoś podpisze umowę z dostawcą, który obiecuje migrację do chmury „w dwa miesiące”. Zanim CTO zatrudni kolejnych dziesięciu deweloperów, bo „projekt się przeciąga”. Zanim zarząd zdecyduje, że platforma e-commerce musi być własna, bo „tak robią konkurenci”.
Nie chodzi o technologię
I tu jest pies pogrzebany.
Strategiczne doradztwo IT nie polega na wyborze między AWS a Azure. Ani na decyzji, czy Kubernetes jest potrzebny. To są konsekwencje – nie przyczyny. Prawdziwe pytania brzmią inaczej: po co w ogóle ta inwestycja? Kto na niej skorzysta – naprawdę, nie teoretycznie? Co się stanie, jeśli poczekamy rok?
Firmy konsultingowe lubią mówić o „alignment” – wyrównaniu celów biznesowych i IT. Brzmi mądrze. W praktyce oznacza jedną rzecz: nikt w zarządzie nie wie, co robi dział IT… a dział IT nie wie, dlaczego zarząd podejmuje takie, a nie inne decyzje.
Doradca strategiczny siedzi pomiędzy. Tłumaczy. Czasem blokuje głupie pomysły zanim nabiorą rozpędu.
Koszt niewiedzy
Jeden z prezesów powiedział kiedyś wprost: „Gdybym rok temu wiedział to, co wiem teraz, zaoszczędziłbym milion złotych i pół roku nerwów”.
Problem w tym, że nikt nie lubi płacić za wiedzę z góry. Za analizę, która może wykazać, że pomysł jest zły. Za raport mówiący „nie róbcie tego” – zwłaszcza jeśli ktoś już sprzedał wizję zarządowi.
Strategiczne doradztwo IT jest drogie nie dlatego, że konsultanci liczą za godzinę jak adwokaci. Tylko dlatego, że wymaga doświadczenia, które nabywa się przez lata patrzenia jak projekty sypią się z tych samych powodów.
Ale kto zapłaci komuś za mówienie „nie”?
Pytanie na koniec
Czy Twoja firma wie, dlaczego ostatni duży projekt IT trwał dwa razy dłużej niż planowano? Czy ktoś w ogóle zadał to pytanie na głos – i dostał szczerą odpowiedź?
Bo jeśli nie… to może właśnie dlatego.
Zdjęcie: Nicolás Langellotti / Pexels
