Trzecie urodziny Rocket Studio

Trzecie urodziny Rocket Studio za nami. Z tej okazji Lech Rychliński, kapitan rocketowej załogi zrobił krótkie podsumowanie mionych lat. Ciekawi, jak zmieniło się Rocket Studio w tym czasie i co planujemy w tym roku? Odpowiedź poniżej, miłej lektury!

Małgorzata Więcław: Rocket Studio ma już 3 lata. Jak z dzisiejszej perspektywy patrzysz na ten okres?

Lech Rychliński: Czas szybko zleciał. Dziś wydaje się, że była to chwila, ale tak naprawdę to bardzo dużo pracy włożonej przez nas w osiągnięcie obecnego stanu. Z zebranych doświadczeń wynika, że kluczem do sukcesu jest to z kim prowadzisz swój biznes. Nasza załoga choć wymieniła się w tym okresie, zawsze była wyjątkowym zespołem.

MW: Jeśli już o załodze mowa – kogo mamy na pokładzie?

LR: Obecnie jest nas sześcioro, obok trzonu w postaci Gosi Kral, Tomka Tomaszewskiego i mojej skromnej osoby, jest też Jędrzej z Sebastianem jako nasi flight controlerzy, no i Ty :) walcząca o naszą dobrą prasę. Uważam, że kompetencyjnie ten model jest bardzo dobry. Chcąc skutecznie prowadzić biznes potrzebna jest wiedza merytoryczna, aby wiedzieć co się robi, ale równie ważne, jeśli nie ważniejsze, są kompetencje sprzedażowe i promocyjne. Bez tego jesteśmy tylko grupą freaków-techników, z którymi nie da się dogadać. Połączenie wszystkich wspomnianych kompetencji daje naszą kosmiczną skuteczność i atmosferę.

MW: Jak w Rocket Studio wygląda kosmiczna atmosfera?

LR: Bardzo nam zależy na tym, aby nie tworzyć mikrokorporacji. Zachowujemy elastyczność w działaniach i stosowanych metodach. Z jednej strony dbamy o to, aby nasza kultura była dość swobodna. Nie pracujemy od 8 do 16. Łączy nas wiele aktywności pozazawodowych. Przykładowo co roku sami przygotowujemy ręcznie zdobione pierniki jako prezenty świąteczne dla naszych klientów.  Organizujemy akcje charytatywne. Animujemy mieszkańców Startera – najlepszego inkubatora w Trójmieście, urządzając cotygodniowe śniadania. Jednak z drugiej strony w przypadku prowadzonych projektów nie pozwalamy sobie na zbytni luz. Praca musi zostać wykonana, a klient ma być z nas zadowolony. Jeśli trzeba zarwać nockę, trudno, widocznie jest to niezbędne.

MW: Elastyczny czas pracy częściej jednak kojarzy się z nieprzespanymi nocami…

LR: Monitorujemy te kwestie. Dbamy o to, aby wiedzieć ile pracy jesteśmy w stanie wykonać, jakie są nasze obciążenia i nie przekraczamy zdroworozsądkowych granic. Przepracowani ludzie to nic dobrego dla firmy. Dziwię się, że tak wiele firm promuję dziesięcio- czy dwunastogodzinny dzień pracy. Ludzie zombie nie są kreatywni i otwarci.

MW: Ale czy własny biznes to nie praca 24h na dobę jak twierdzą przedsiębiorcy?

LR: Tak i nie. Oczywiście, że mój punkt patrzenia na firmę jest nieco inny, ponieważ jestem z nią bardzo związany emocjonalnie. Ile godzin tygodniowo pracuję? Ciężko powiedzieć. Czasem kilkanaście, czasem kilkadziesiąt. Ile czasu myślę o firmie? Zawsze, o każdej porze dnia i nocy może wpaść mi do głowy jakiś nowy pomysł odnośnie prowadzonego projektu. Kluczem jest organizacja. Jeśli akurat jestem zajęty zabawą z dzieciakami, to pomysł sobie zapisuję i wracam do zabawy. Przyjdzie pora, aby go opracować, przedyskutować i wykorzystać. Prowadząc własny biznes trzeba umieć dzielić swój czas, inaczej też zostaniemy ludźmi zombie.

MW: A jeśli coś nam umknie i stracimy niepowtarzalną szansę?

LR: Trudno. Trzeba z tym żyć. Zawsze coś można zrobić lepiej. Złapać lepszą okazję itp. Nie można dać się zwariować. Pracujemy, aby żyć, a nie na odwrót.

MW: Wracając do tematów biznesowych, co z pierwotnych planów udało się osiągnąć?

LR: Przez te trzy lata ciągle się zmienialiśmy i dopasowywaliśmy do rynku oraz potrzeb naszych klientów. Na początku, pomimo posiadanego już doświadczenia, popełniliśmy wiele błędnych założeń. Dopiero codzienna praca, wzloty i upadki, pozwoliły nam wypracować obecny stan rzeczy. Do sukcesów zaliczam fakt, że projekty, które robimy są coraz większe i coraz ciekawsze. Osiągnęliśmy bardzo dobrą organizację wewnętrzną i spójny obraz firmy, który prezentujemy klientom na zewnątrz. Za bardzo duży sukces uważam też fakt, że Rocket Studio zbudowaliśmy od zera, bez zewnętrznego finansowania i osiągnęliśmy już całkowitą płynność finansową. To sporo jak na młodą firmę w dzisiejszych czasach.

MW: Pozyskanie inwestora nie było przez Was rozważane?

LR: Było. Nadal jest. Niemniej jednak obszar usług nie jest najbardziej poszukiwanym przez obecnych inwestorów. Lepiej sprzedają się startupy posiadające swoje produkty, szczególnie jeśli są globalne i skalowalne. Usługi to taki gorszy brat. Wszyscy ich potrzebują, ale mało kto chce w nie inwestować.

MW: Ale jednak obroniliście swoje finanse.

LR: Tak, kluczem była dyscyplina i zawsze patrzenie w przód. Pierwszy rok był straszny, każdą złotówkę oglądaliśmy pięć razy przed wydaniem, ponieważ na wszystko brakowało. W drugim roku udało nam się już związać koniec z końcem, ale musieliśmy rozwiązać problem niemal braku naszych wynagrodzeń. W 2014 roku i ta kwestia została już wstępnie wyprostowana. Teraz patrząc na nasze obroty i zyski, widać że rok do roku je podwajamy. Wiem, że takiego stanu nie można utrzymywać w nieskończoność, ale czerpię z tego energię do działania. Mamy określone oczekiwania i wiemy, co chcemy osiągnąć. Wbrew pozorom nie jest to dominacja nad światem :)

MW: A klienci? Jak oni nas postrzegają?

LR: Różnie. Coraz częściej udaje nam się przekonać klienta do tego, że faktycznie jesteśmy po jego stronie. To bardzo złożony temat. Branża IT ma złą opinię u klientów. Zakres usług, które świadczymy, jest w naszym kraju wciąż niszowy. Klienci często nie rozumieją dlaczego analiza i zarządzanie projektem ma kosztować dodatkowe pieniądze, skoro firma X daje je w pakiecie z programowaniem. Dopiero jak rozbieramy zakres obowiązków i cele na części pierwsze, to ukazują się realne różnice i korzyści płynące ze współpracy z nami. Widać ile czasu, pieniędzy i stresu można zaoszczędzić.

MW: Czyli gwarantujecie sukces?

LR: Nie generalizowałbym. Podnosimy szanse na sukces. Dostarczamy wiedzę niezbędną do podejmowania decyzji. Sam sukces jest wypadkową naprawdę wielu czynników i skłamałbym mówiąc, że jesteśmy jego gwarantem. Natomiast referencje i opinie ze współpracy z nami pokazują, że faktycznie pomagamy naszym klientom.

MW: A porażki?

LR: Auć. Oczywiście, że mamy je na swoim koncie. Wyciągamy z nich wnioski i ulepszamy nasze wewnętrzne procesy, aby nie powielać tych samych błędów. Być może za jakiś czas będę gotów, aby opowiedzieć o kilku w ramach rodzącej się ostatnio w Trójmieście inicjatywy Fuckup nights.

MW: Jakie są obecne plany związane z rozwojem firmy?

LR: W tym roku zdecydowanie chcemy kolejny raz podwoić zysk. Przekroczyliśmy w 2014 1 mln obrotu i to duży sukces, teraz chcemy bardziej skupić się na wykorzystaniu zarabianych pieniędzy. Ruszyliśmy właśnie z wiosennym naborem stażystów, a zatem liczę, że za chwilę będzie nas więcej. W nadchodzącym roku planujemy też usystematyzować nasze działania charytatywne. Mamy na to kilka pomysłów i w zasadzie kończymy już przygotowania. Wszystko to będziemy osiągać wspierając coraz większą ilość klientów należących do tych „Ś” spośród całego MŚP.

MW: Zapowiada się ciekawy rok.

LR: Tak. Zdecydowanie. Mam nadzieję, że przy okazji naszych 4. urodzin pochwalimy się kolejnymi sukcesami.

MW: Ja również! Dziękuję za rozmowę.

Share Button

Polecam także:

0 replies

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *